Diazowi się udało. Pójście z nim do łóżka byłoby pomyłką na

przygotowany pod względem teoretycznym. Ale nie miał pojęcia,

sferze, do której nie ma wstępu nikt inny Sama ze swoim dzieckiem.
Meksykańskie prawo bardzo surowo traktowało tę sprawę; to, że
313
65
drzwi za sobą na zamek. Wszystko praktycznie jednym ruchem.
- Niedługo. Patrzyła mu w oczy. Żałowała, że ich życie tak bardzo się skomplikowało. Że siedzą w kłamstwach po uszy. Cząstka jej cały czas go kochała i pewnie będzie go kochała do śmierci. Reagowała na niego jako mężczyznę w najbardziej pierwotny sposób. Nie mogła ufać sobie do końca. Nie miała wyboru. Musi odejść. - Muszę przemyśleć kilka spraw. - Wrócisz? - Nie starał się ukryć nadziei w głosie. Myślała, że pęknie jej serce. - Nie wiem. Mam nadzieję. Otworzyła drzwi, żeby wyjść. Dokąd? Do domu rodziców? Do obskurnego hotelu w wielkim mieście, gdzie mogłaby patrząc w sufit, zastanowić się nad swoim życiem? Do domu dawnych przyjaciół w Seattle? Do miesz-kania Selmy przy rzece? Do któregoś z domów ojca na Zachodnim Wybrzeżu? Nie miała pojęcia. Po raz drugi w życiu nie wiedziała, gdzie jest jej miejsce. Nie było go w Prosperity. Ani z Brigiem. Ani bez niego. Gdzieś w oddali zaszczekał głośno pies i rozległo się wycie syren. - Do widzenia, Brig. - Otworzyła drzwi, ale zagrodził jej drogę ramieniem. - Nie! - Odwrócił ją twarzą do siebie. - Nie odchodź, Cass. - Jego oczy przepełniało uczucie. - Raz cię już straciłem. Nie chcę, żeby znowu tak się stało. - Ale... - Kocham cię. Te słowa poniosły się echem po domu i dudniły w jej umyśle. Miłość. Jak długo czekała, żeby usłyszeć, że mu na niej zależy? Całe życie. - Nawet mnie nie znasz - wyszeptała. Jego ręce opadły bezwładnie. Walizka wypadła Cassidy z ręki i uderzyła o podłogę. - Kocham cię tak, jak nigdy nie kochałem żadnej kobiety. Zawsze cię kochałem i nigdy nie przestanę. - Z dumą podniósł głowę. - Cholera... - Przyciągnął ją do siebie i pocałował namiętnie. Nie chciał, żeby go odrzuciła. Objął i przyciągnął do siebie. Chciała zaprotestować, ale słowa uwięzły jej w gardle. Pewne, zmysłowe usta Briga miażdżyły jej wargi. Było jej dobrze przy jego napiętym ciele o ostrych kształtach i płaszczyznach, którymi do niej przywierał. Cofnął się do ściany. Ich biodra ściśle do siebie przylegały. Przez materiał dżinsów wezbrana męskość Briga naciskała niecierpliwie jej brzuch. Cassidy miała ściśnięte piersi i brakowało jej tchu. Zdjął gumkę z jej włosów. Kluczyki, które trzymała w ręce, upadły na parkiet. Objęła go. Pocałunek stał się bardziej namiętny. Odezwała się w niej kobiecość, obudziła się zmysłowa bestia, wzbudzając fale gorąca. Zawsze tak było między nimi. Gorąco. Pożądliwie. Łakomie. Jęknął, uniósł głowę i spojrzał jej głęboko w oczy. Zamglony wzrok Briga przeszywał ją do głębi duszy. - Nie opuszczaj mnie - wyszeptał szorstko, pocierając kciukiem jej brodę. - Cass, proszę, nie opuszczaj mnie nigdy. - Brig... - Nie mogła myśleć, bo znowu zaczął ją całować. Nic nie widziała, nie była w stanie oddychać i nic nie słyszała. Mogła jedynie czuć. Jęknął i oderwał od niej usta. - Do diabła, Cass. Nie mogę... Nie stracę cię znowu. Nigdy. - Zanurzył palce w jej włosach, odchylił jej głowę i pieścił ustami szyję. Zadrżała z pragnienia, gdy przez bluzkę pocałował ją między piersiami, zostawiając na materiale mokry ślad. Wygięła się. Jej ciało było spragnione. Przestała słuchać tego, co mówił rozsądek. - Zostań ze mną na zawsze. - Podniósł ją. Była wściekła na siebie za swoją słabość, ale przywarła do niego. Całowała, dotykała, badała jego ciało i wiedziała, że tym razem będzie się kochać z Brigiem. Drżącymi palcami szybko ją rozebrał i położył na łóżku, które kiedyś dzieliła z Chase’em. Całował jej piersi, pępek, uda, a ona wyginała się po więcej, krzyczała jego imię, pragnęła więcej... o wiele więcej. Palce Briga czyniły cuda na jej skórze. Wszystkie wątpliwości Cassidy rozwiały się. Zapraszała go do swojego łóżka i serca. Dobrze robisz, krzyczało jej ciało. Poddała się, wiedząc, że ta noc należy do nich, ale jak skończą się kochać, odejdzie. Zamknie drzwi i zostawi mężczyznę, który udawał jej męża. Kiedy znajdzie dość siły, otworzy je po-nownie. - Wrócę późno - oznajmił Derrick. Felicity i dziewczynki siedziały w pokoju jadalnym. Felicity z takim przejęciem czytała gazetę, że między jej perfekcyjnie wyregulowanymi brwiami utworzyła się głęboka bruzda. Linnie jak zwykle paplała z przyjaciółką przez telefon, a Angela, w czarnych butach na koturnie leżała wtulona w róg kanapy. Miała smutną minę, którą Derrick widział już wiele razy. Na przemian spoglądała na powtórkę filmu Roseanne i rzucała pełne nienawiści spojrzenia matce. Widać było, że myślami jest daleko od domu. Ostatnio nie najlepiej się układało między nią a Felicity. Ale nikomu się nie układało. Od czasu wywiadu Chase’a z Billem Laszlo, Felicity była w potwornym nastroju. - Gdzie idziesz? - spytała Angela i zmarszczyła czarne brwi, zupełnie jak jej imienniczka.
luksusowe. Czterdzieści tysięcy na rok też było w sam raz: około
procedura: nigdy nie wiedzieli, kiedy sytuacja wymagać będzie
- Och, to tylko płytkie zacięcie - Milla przelotnie rzuciła okiem
- Ja też - odpowiedziała szczerze. Od ostatniego pocałunku już
zagnieździła się w jej mózgu. Wtedy straciłaby nad sobą kontrolę, a
- Nie pozwolę się tak zdołować - powiedziała głośno, idąc do
371
267

- Żebyś wiedział, skoro prywatny numer agenta rozpowszechniono

Quincy zerknął na swój krawat. Dzisiaj włożył taki w granatowe i ciemnozielone
Kancelaria adwokacka Johnson, Johnson and Jones – przyjęcia bożonarodzeniowe muszą
Danny pogardzał nocnymi kolegami, ale nic nie mówił. Od pierwszego dnia jego motto
zapamiętał. Nie pozwól mu wygrać.
ale teraz nie mogła się nimi zająć.)
– Najczęściej nadużywany przez psychologów tekst. Więc tym jestem dla ciebie, Quincy?
- To prawda. Twoje ubranie nie świadczy o niekompetencji. Ale świadczy
smykałki do sportu. Tylko by czytał, grzebał w komputerze, tego typu głupstwa... Nie wiesz,
na Bakersville, policjantka Lorraine Conner nie miała z tym nic wspólnego. Natrafił w
– Może chłopak chciał tylko odegrać się na pannie Avalon, bo zraniła jego uczucia lub
– W zbrodnie zamieszane są jednostki, ale jej skutki dotykają całe miasto.
Zamachy w szkołach traktuje się jako odosobnione przypadki.
się tego kruchego przedmiotu. Potem odwróciła się do Mary, ale tym razem
- Prawa ręka. Mogą być trwałe uszkodzenia albo szramy.
i właśnie pokazywał widok na główne wejście. Przed zamkniętymi

©2019 www.providebit.w-badac.bedzin.pl - Split Template by One Page Love